poniedziałek, 19 maja 2014

Perfect aim

Najtrudniej jest przepisać, to co zapisane ręcznie, przeistoczyć w zwięzłą  czystą, może użyteczną formę, bez skreśleń i poprawek, i odważyć się oddać to pod publikę (jednak jak dla mnie, zeszyt z tymi wszystkimi skreśleniami, poprawkami, zdaniami wyrwanymi z kontekstu,  ma duszę, żyje i lubię to jego życie)
<ha! jak dobrze, że tak niewiele polskojęzycznych trafia na tego bloga, wg statystyk najwięcej ludzi z Rosji i USA, taka światowa, taka modna, taka sytuacja>



<pierwowzór: wrzesień 2013 tutaj macie, powiedzmy, formę zapewne pre-ostateczną>

~part 1~

   Nigdy nie spodziewał się problemów. Zawsze był czujny, wszystko miał z góry zaplanowane, każdą minutę, dzień, miesiąc, nie tracił więc czasu na sprawy błahe; pewnie dlatego dziś miał i mógł wszystko, był ponad wszystkimi - perfekcjonalista z genialnym zawsze planem, zdobyłał cele jak najlepsi piłkarze bramki, ale jak to bywa, ideały zawsze domagają się swej ofiary..

   Ten dzień, zwyczajny zdawać by się mogło, zaczął od szybkiej mocnej kawy, bez cukru, pił jej dużo, nie tracił czasu na herbatę. Z głośników cicho uderzały słowa ballady Cave'a. Jego poranek zawsze wyglądał identycznie: szybki prysznic, mocna kawa, ulubiona muzyka i przynajmniej dwa Treasurer'y. Miał wychodzić właśnie z mieszkania, gdy zaniepokoił go szmer i zbliżające się głosy zza drzwi. To policja, idą po niego, wiedział to. Cofnął się po swój kaliber 38, tym razem działał odruchowo, schował broń i czekał na dogodny moment, usilnie zastanawiając się co spieprzył, przecież to było perfect murder, jak każde w jego wykonaniu, dlatego jako jeden z najlepszych w tym chorym kraju, był w cenie. Nie mógł sobie pozwolić na wpadkę, tym bardziej, że za drzwiami ma dwóch chudych, a wręcz cherlawych chłopców, z którymi poradziłby sobie w mgnieniu oka w swój ulubiony sposób. Ale wiedział, że to działanie nie niosłoby dobrych następstw, więc jest zdany na umiejętności manipulacji, które też przecież ma dobrze opanowane, a broń, to tym razem, ostateczność. Gdy 'koledzy mundurowi' zapukali, otworzył im grzecznie, odgrywając lekkie zdziwienie i dając chłopcom do zrozumienia, że przeszkodzili mu w porannych przygotowaniach do wyjścia do pracy, którą straci jeśli się w niej nie pojawi; pozwolili mu więc na szybki telefon do 'szefa' z wyjaśnieniami. Tak, tym razem wpadł, był świadek, mała dziewczynka. Płuł sobie w twarz, że żmii nie zauważył, bystry mały potworek, wredne dziecię, że miało odwagę... Grzecznie przeprowadził rozmowę z funkcjonariuszami, twardo wypierał się zarzutów, bo dziecko to żadnen przecież wiarygodny świadek, a gdzie poprawka na wyobraźnię, na tworzenie niestworzonych i przekoloryzowanych historii przez dzieci.. No, ale, cóż mógł teraz zrobić, wyszedł z nimi grzecznie, mając już w głowie zalążek planu, czekał na sprzyjające warunki ku wcieleniu go w życie.. 

cdn może kiedyś nastąpi, zobaczymy
będę się bawić w trzymanie napięcia, a co! ;)

~Ewa evqa Dobrogowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz